Rok 1987. Noblista Robert Solow formułuje obserwację, która przejdzie do historii ekonomii pod nazwą „paradoksu produktywności”. Przez dwie dekady firmy masowo inwestowały w komputery, tranzystory, mikroprocesory, układy scalone. Oczekiwały skoku wydajności. Zamiast tego wzrost produktywności… spowolnił. Drastycznie, z 2,9% (w latach 1948-1973) do zaledwie 1,1% po 1973 roku.
Solow napisał wtedy w „New York Times Book Review”: „You can see the computer age everywhere but in the productivity statistics” / „Erę komputerów widać wszędzie, z wyjątkiem statystyk produktywności”.
W 1987 komputery nie były powszechne, ale nawet bez tego kwestionowałbym używane miary produktywności. Nawet z samego faktu istnienia guzika backspace, który oszczędza dużo czasu w porównaniu do maszyny do pisania.
Tia, to brzmi jak jakaś debilna metodologia. Na początku na pewno mógł być spadek tempa pracy, bo ludzie zmieniali paradygmat i uczyli się nowego sprzętu, ale później nikt mi nie wmówi, że praca z e-mailem jest wolniejsza od faksu czy listów. Albo też jest to jakiś kapitalistyczny wymysł, że cokolwiek może rosnąć w nieskończoność i już maksymalnie zoptymalizowane procesy da się przyśpieszyć.
Ten artykuł pomimo negatywnego wydźwięku tytułu to kolejna reklama LLM-ów. Może i nie widać wzrostu teraz, ale przecież tak samo było z komputerami. Oczywiście pomijamy, że komputer w 87 roku miała garstka, a dzisiaj od kilku lat LLMy ma jako usługę każdy z telefonem. Jedyne co przez te kilka lat osiągnęliśmy to koniec działania wyszukiwarek, kradzież własności intelektualnej z copyleftowych projektów na przemysłową skalę i psychozy ludzi myślących, że komputer do nich coś mówi.
Myślę że tu trzeba zadać kilka pytań, zaczynając od tych dwóch:
- Co w ogóle znaczy produktywność?
- Czy za każdym razem odnosi się do tego samego pojęcia?
- Jak w ogóle mierzono wzrost produktywności? (Zwłaszcza w większej skali.)
Raz jest mowa o gospodarkach, raz o firmach, więc mój zdaniem odpowiedź na pytanie 2. jest raczej przecząca.
No nie wiem, w calym moim hejcie do llmow, widze i tak jak zwiększają produktywnosc - jestem w stanie dowozic wiecej zadan.
Czy masz większą pensję dzięki tamu? Więcej strumienia zawodowych zadań w głowie, ale pensja ta sama?
Oczywiście ze szefowie jeszcze chetnjej chca dorzucic pracy na mniejsza liczbe osob ;)
To jest moja glowna obawa, bo nagle sie okaze ze dana prace moze robic mniej ludzi, na rynku bedzie dużo desperatów zeby miec prace
Jak oni to liczą?
Z jednej strony widzę że jak z każdym narzędziem potrafi ono dołożyć pracy zamiast ja uprościć, z drugiej jednak widzę jak dużo LLMy dają przy produkcji dokumentów czy podstawowej analizie danych, generacji prostych skryptów.





